Po jedenastu latach przerwy w wielkim finale Ligi Mistrzów UEFA spotkają się dwaj przedstawiciele angielskiej Premier League. Do Liverpoolu FC dołączył bowiem w środę Tottenham Londyn, który półfinałową rywalizację z Ajaksem Amsterdam wygrał dzięki większej liczbie bramek zdobytych na wyjeździe.

LM: Zapadły ostatnie rozstrzygnięcia
Bitwa o Anglię w finale UEFA Champions League!

Podopieczni Mauricio Pochettino przed rewanżem mieli teoretycznie dużo łatwiejsze zadanie od The Reds, bo nie musieli odrabiać aż trzech bramek straty. Na swoim stadionie przegrali zaledwie 0:1, więc potrzebowali identycznego rezultatu w Amsterdamie, żeby doprowadzić do dogrywki lub każdego innego zwycięstwa, żeby awansować do finału bez konieczności jej rozgrywania.

Sytuacja zmieniła się diametralnie po pierwszych 45 minutach rewanżu, kiedy to drużyna gospodarza, po golach de Ligta i Ziyecha, prowadziła już 2:0. „Koguty” po przerwie potrzebowały więc trzech bramek. W ich zdobycie nie wierzył chyba nikt. Zwłaszcza, że to młodzi amsterdamczycy dyktowali warunki gry.

Na tym jednak polega piękno futbolu, że w zasadzie niemożliwe nie istnieje. Z tego samego założenia wyszedł Lucas Moura, których dotychczas pozostawał w cieniu takich graczy jak Kane, Alli, Eriksen czy Son. Tym razem Brazylijczyk wziął sprawy w swoje ręce i przeszedł do historii europejskiego futbolu.

To jego trzy bramki, a więc klasyczny hattrick, pozwoliły odwrócić ekipie z Londynu losy rywalizacji z Ajaksem, w którym po wyeliminowaniu Realu Madryt i Juventusu Turyn zakochał się cały piłkarski świat.

Tym samym finał Ligi Mistrzów UEFA 2018/19 będzie wewnętrzną sprawą klubów angielskiej Premier League. Spotkanie to nie odbędzie się jednak na Wembley, a na Wanda Metropolitano w Madrycie. W sobotę 1 czerwca (21:00).

Bitwa o Anglię w finale UEFA Champions League!
5 (100%) 1 vote[s]